Tekst ukazał się w katowickim wydaniu „Gazety Wyborczej” 19 marca 2010 roku

U Joanny w Jastrzębiu-Zdroju pytanie o „strzyżenie na skąpych” (od skąpych strojów fryzjerek, dosłownie: w bikini) pada zaraz po dzień dobry. Usługa tylko dla mężczyzn wykonywana jest w osobnym pomieszczeniu za czerwoną kotarą, gdzie lustra oplecione są czerwonymi światełkami, a w oknie od podwórka wiszą czerwone żaluzje.

Nie każda mama, która przyjdzie z dzieckiem, życzyłaby sobie widoku fryzjerek paradujących półnago, podobnie jak nie każda żona, która przyjdzie z mężem. Po drugie, żeby mężczyźni nie patrzyli za darmo. Przychodzą pod zakład, podglądają przez witrynę – nie ma! Chce popatrzeć, niech siada na fotel. 50 zł z myciem i modelowaniem (normalnie kosztuje 20 zł), do końca lutego w promocji 35 zł, emeryci i renciści mają 5 zł stałej zniżki. Strzygą się na skąpych i półłysi. Pytają: – A jak dam więcej, to będzie mnie pani strzyc dłużej? A czy prócz głowy coś jeszcze tu strzyżecie?

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej