Tekst ukazał się w katowickim wydaniu „Gazety Wyborczej” 12 października 2005 roku

Kobiety widać na zdjęciach, które robiły sobie podczas dyżuru. Mają ok. 30 lat, szatynki, starsza jest krótko obcięta, młodsza ma długie, proste włosy. Zadbane, eleganckie, wyglądają na sympatyczne. To jedna z nich przyniosła film do wywołania do studia fotograficznego w śląskim mieście. Przerażony pracownik zadzwonił do „Gazety” i przekazał nam odbitki: – Zróbcie coś z tym, to przecież niemożliwe!

Sześć zdjęć układa się w sekwencję zdarzeń. Na zegarze na ścianie widać, że jest wpół do pierwszej w nocy.

Z małego ciałka zwisają kable

Pielęgniarka wyjmuje dziecko z inkubatora. Uśmiechnięta pokazuje, że noworodek mieści się w całości w jej dłoniach. Zmiana pozycji. Druga z kobiet bierze dziecko na ręce. Z małego ciałka zwisają dwa kable.

Czerwoną twarz noworodka wykrzywia grymas, rączką robi gest, jakby zasłaniał oczy przed fleszem. Na ostatnim ze zdjęć głowa małego pacjenta wystaje z kieszeni pielęgniarskiego fartucha.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej