Judyta Watoła: Co pana skłoniło do odchudzania?

Henryk Mercik: Zdrowie. Poszedłem na badania okresowe i okazało się, że mam wysoki cukier. To była podstawowa motywacja.

A ile pan już schudł?

– Od września zeszłego roku kilkanaście kilogramów. Ważyłem ponad 100, w porywach nawet 106. Czuję różnicę. Dieta i ruch – nie jest to odkrywcza recepta, ale działa. Spacer albo rower, zimą też. Trzeba się ruszać, a ja odkąd skończyłem studia, to siedziałem, najpierw za deską kreślarską, potem za biurkiem.

Wcześniej udawało się panu coś zrzucić?

– Odchudzam się pierwszy raz w życiu, to nie jest takie trudne. Zacząłem od wizyty u fachowca, czyli u dietetyczki. Dla własnej wygody poszedłem z żoną, która dzielnie zapisała wszystkie wskazówki i według tego teraz gotuje. Wszyscy jemy to samo, ale moi synowie dopychają się słodyczami. Są ekstremalnie chudzi, jak ja w ich wieku.

Pozostało 83% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.