Tomasz Czoik: Produkujecie siedzenia dla kilkunastu marek samochodów – od luksusowych modeli, takich jak bmw czy daimler, po kompaktowe (opel, fiat). Czym się różni w takich przypadkach proces produkcji?

Stephen Gibson, firma Adient: Jeśli chodzi o całościową koncepcję procesu produkcji, to tak naprawdę nie ma znaczenia, dla jakich marek tworzone są siedzenia. Różnice można odczuć dopiero w dodatkowych opcjach wykorzystywanych przy tworzeniu foteli. W samochodach topowych marek znajdziemy dodatki, których nie ma w ekonomicznych, kompaktowych autach. Te udogodnienia znacząco zwiększają komfort podróżowania.

Jakie proporcje Adient kładzie na komfort i bezpieczeństwo produkowanych foteli? Czy to 50 na 50?

– Fotel jest niezwykle ważną częścią samochodu – od niego w krytycznych sytuacjach zależy zdrowie i życie kierowcy i pasażerów. Nie ma mowy o szukaniu jakichś proporcji i kompromisów. Zależy nam na 100-procentowym bezpieczeństwie osób korzystających z naszych foteli. Komfort to pochodna ich parametrów. Tworzymy siedzenia w takich sposób, aby każdy – niezależnie od tego, czy ma 150 czy 200 cm wzrostu – czuł się komfortowo i bezpiecznie.

Jak wyglądają testy produkowanych siedzeń? Przypominają efektowne crash-testy?

– Wszystko zaczyna się już od fazy projektowej. Staramy się zaprojektować siedzenie w taki sposób, aby spełniło wymagania klienta. Klienci aktywnie towarzyszą też przy budowaniu prototypów i testowaniu. Po uzyskaniu aprobaty fotel trafia do kolejnego cyklu produkcyjnego. Wówczas jest on testowany pod kątem krajowych atestów i wymogów homologacyjnych. Inaczej wygląda w to Stanach Zjednoczonych, inaczej w Europie czy Azji.

Nasze produkty testujemy tak naprawdę na okrągło, także już po wdrożeniu do produkcji. To nieustanny proces. Rozwój technologiczny w dużej mierze jest determinowany wymogami, które często się zmieniają na różnych rynkach. Przeglądy aktualnych wymagań robimy co pół roku. Systematycznie wprowadzane są coraz to nowe obostrzenia, ale dzięki nim samochody stają się coraz bezpieczniejsze.

Siedzenie jest elementem konstrukcji, „skorupy” auta. Każda praca związana z fotelami musi być zatem robiona w ścisłym porozumieniu z inżynierami odpowiedzialnymi za szkielet pojazdu. Jeżeli oni zmienią materiał wykonania, to samo będzie czekać nas.

Gdzie „wykuwają się” nowinki techniczne firmy Adient?

– Na trzech kontynentach – w Azji, Ameryce Północnej i Europie – mamy centra badawczo-rozwojowe, w których pracujemy nad rozwojem technologii, wymieniając się przy tym doświadczeniami z naszymi klientami. Dodatkowo mamy też zaawansowane centra inżynieryjne. To właśnie te ośrodki w dużej mierze pozwalają nam na zachowanie wiodącej pozycji w dziedzinie foteli samochodowych. Adient dzięki nim narzuca wręcz nowe trendy całej branży. Nasze siedzenia są lekkie, bardzo wytrzymałe. Bardzo sprawne są też wszelkie mechanizmy foteli, których nie widać gołym okiem, a pozwalają ruszać się siedzeniom na wszystkich płaszczyznach

Niedawno Adient otwarł nowy zakład w Siemianowicach Śląskich, który jest już siódmym oddziałem firmy w Polsce. Jak, pana zdaniem, można scharakteryzować polskich pracowników?

– Mam okazję pracować z przedstawicielami fabryk z wielu krajów Europy. Trzeba przyznać, że Polacy są bardzo otwarci, pracowici i zaangażowani. Tutejszym pracownikom bardzo zależy na rozwoju. Doskonale widać to w naszej firmie. Najlepszym dowodem na to jest otwarcie kolejnego zakładu w Siemianowicach.

Polacy pełnią ważne funkcję nie tylko w polskich zakładach Adient. Jesteśmy globalną organizacją i pracownicy mogą u nas rozwijać skrzydła także poza granicami swoich krajów.

Z siedmiu zakładów Adienta w Polsce aż cztery znajdują się na Górnym Śląsku – dwa w Siemianowicach Śląskich, po jednym w Bieruniu i Żorach. Skąd pomysł na wybór takiej lokalizacji?

– Ta lokalizacja miała ogromny wpływ na decyzję o otwarciu kolejnych oddziałów firmy w tym regionie. W pobliżu mamy klientów, m.in. Fiata czy grupę PSA, ale również wielu potencjalnych nowych partnerów, także w Czechach i na Słowacji. W dzisiejszych czasach logistyka ma ogromne znaczenie – przy rosnących kosztach paliw konieczność przewożenia produktów na dalekie dystanse jest bardzo obciążająca finansowo. Dlatego staramy się tracić jak najmniej czasu i pieniędzy, żeby nie wozić towarów po całej Europie. To nie ma ekonomicznego uzasadnienia.

W nowym oddziale w Siemianowicach pracę znajdzie niespełna 1000 osób. Jakich ludzi szukacie? Jakie jest DNA firmy?

– Miejsce w naszej organizacji jest tak naprawdę dla wszystkich. Ważne, żeby kandydaci do pracy chcieli się nieustannie rozwijać, doskonalić i razem budować przyszłość firmy. Bo to bez wątpienia właśnie ludzie są największą siłą Adienta.

Staramy się przyciągnąć do siebie ludzi o różnym wykształceniu. Ja sam nie mam wykształcenia uniwersyteckiego. Zacząłem karierę w firmie od najniższego stanowiska. Uczyłem się, byłem zaangażowany – dzięki temu przeszedłem praktycznie wszystkie szczeble w naszym przedsiębiorstwie.

Planujecie otwarcie kolejnych oddziałów w Polsce?

– Nie mamy w tej chwili takich planów. Sytuacja na rynku dynamicznie się jednak zmienia. Obecnie w Polsce mamy do czynienia z rynkiem pracownika. To powoduje pewne problemy ze znalezieniem odpowiednich osób. Najpierw musimy więc zagospodarować więc te moce produkcyjne, które powołaliśmy już do życia. Dopiero po upewnieniu się, że tak się już stało, mogą pojawić się decyzje w sprawie nowych lokalizacji.

Jakie są wyzwania firmy na najbliższe lata?

– Cały czas bierzemy udział w technologicznym wyścigu. Jego ważnym elementem od niedawna są pojazdy autonomiczne. Musimy więc na bieżąco tak modyfikować fotele, żeby spełniały wymagania samochodów tego typu. Nie muszę chyba dodawać, że wiąże się to z potrzebą wskoczenia na dużo wyższy poziom, jeśli chodzi o bezpieczeństwo.

Technologii nie da się zatrzymać. Wcześniej czy później – za 5, 10 czy 20 lat – będziemy mieli na drogach wiele samochodów autonomicznych. W USA współpracujemy w tej kwestii z Teslą, w Australii kupiliśmy zaś firmę, która zajmuje się produkcją foteli do aut autonomicznych. Widzimy w tym obszarze przyszłość i inwestujemy spore kwoty.

Z mojej perspektywy dla kierowców bardziej odczuwalna w najbliższych latach będzie jednak rewolucja związana z zastępowaniem silników benzynowych elektrycznymi. Dla firmy Adient to także bardzo duże wyzwanie. Z racji wyposażenia takich pojazdów w baterie przy produkcji wszelkich komponentów, w tym także siedzeń, konieczne jest bardzo restrykcyjne podejście do ich wagi. f

Adient

Jeden z największych producentów foteli samochodowych na świecie. Szacuje się, że firma posiada ok. 30 proc. udziału w globalnym rynku produkcji siedzeń dla sektora automotive. Adient dostarcza produkty kilkudziesięciu markom samochodowym na wszystkich kontynentach. Rocznie to ok. 25 mln systemów foteli w skali światowej.

Firma zatrudnia 86 tys. pracowników w 238 zakładach produkcyjnych i montażowych zlokalizowanych w 33 krajach. Od 31 października 2016 r. akcje spółki są notowane na nowojorskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

W Polsce firma jest obecna od 2002 r. (do 2016 r. funkcjonowała jako Johnson Controls). Adient ma tu siedem zakładów produkcyjnych, w tym aż cztery na Górnym Śląsku: w Bieruniu, Żorach i dwa w Siemianowicach Śląskich.

Stephen Gibson

W firmie Adient pracuje od 1993 roku. Karierę zaczął jako 17-latek na stanowisku narzędziowca w tłoczni. Obecnie jest dyrektorem operacyjnym firmy odpowiedzialnym za region Węgry. Jeszcze do niedawna był dyrektorem operacyjnym regionu Polska.