Już co siódmy Polak ma powyżej 65 lat, a odsetek seniorów w społeczeństwie rośnie. Jakie role w nowej rzeczywistości będą odgrywać osoby starsze? Jak je zaktywizować? Nad tym zastanawiamy się od trzech lat w ramach redakcyjnej akcji „DługoWIECZNI”.

Podczas tegorocznej odsłony akcji wraz z Urzędem Marszałkowskim Województwa Śląskiego organizujemy cykl warsztatów poświęconych potrzebom ludzi starszych. Pierwsze spotkanie odbyło się w Mysłowicach i przeznaczone było dla samych seniorów, którzy mówili, że chcą wychodzić z domów, korzystać z oferty kulturalnej i rekreacyjnej. Podkreślali jednak, że czasami ktoś musi ich zmotywować, pokazać im możliwości. To zadanie dla dzieci i wnuków.

Właśnie dlatego drugie warsztaty, w Sali Widowiskowo-Koncertowej „Muza” w Sosnowcu, zaadresowaliśmy do pokolenia 40+. Wspólnie z dziećmi seniorów zastanawialiśmy się, jakie aktywności zaproponować starszym rodzicom oraz jak ciekawie spędzać wolny czas w międzypokoleniowym gronie.

Prowadzący spotkanie Rafał Stefański, psycholog społeczny, przedstawił uczestnikom wnioski z warsztatów z seniorami. Przypomniał, że do wyjścia z domu najczęściej motywowały ich pasje (np. do zajmowania się działką), inni ludzie (np. koleżanka, która zaproponowała wspólny spacer z kijkami) oraz poczucie beznadziei (bo wreszcie mieli dość czterech ścian). – A jak było w przypadku państwa rodziców? – zapytał Stefański.

Podrzucić wnuka albo psa

Pierwszy głos zabrał pan Grzegorz. Dla jego mamy aktywizującym bodźcem okazała się przeprowadzka z centrum Dąbrowy Górniczej do Łośnia.

– Mama przyzwyczajona była do miejskiego stylu życia, ale świetnie odnalazła się w nowej rzeczywistości. Z nowymi koleżankami założyła koło gospodyń wiejskich. Teraz regularnie się spotykają i organizują różne wydarzenia – opowiadał pan Grzegorz.

Pani Magdalena zauważyła, że jej teściowie przejęli inicjatywę, odkąd ona podrzuca im pod opiekę wnuki. – W domu dzieci się nudzą, więc dziadkowie zaczęli rozglądać się za miejscami, do których warto pójść razem, jak zoo czy sale zabaw. Szukają na własną rękę i wypytują znajomych, którzy również mają małe wnuki – mówiła pani Magdalena.

Pani Agnieszka zauważyła, że na seniorów aktywizująco działa nawet zwykła prośba o zaprowadzenie wnuków na zajęcia dodatkowe. – To nieduży wysiłek, bo dziadek czy babcia tylko zaprowadzają wnuka i czekają na koniec zajęć. Czasu jednak nie marnują, bo wraz z nimi na swoje dzieci czy wnuki czekają inni opiekunowie. Tak nawiązują się nowe znajomości, bo wspólny temat do rozmów nietrudno znaleźć – mówiła pani Agnieszka.

Pani Dorota zauważała, że seniorom warto podrzucać pod opiekę także zwierzęta.

– Kiedy wyjeżdżamy na wakacje, naszym psem zajmują się rodzice. To motywuje ich do regularnych spacerów – podkreślała.

Jednak nawet w przypadku gdy nie ma potrzeby, by senior opiekował się wnukami czy czworonożnymi pupilami, warto zachęcić go do troski o innych. Może zrobi zakupy sąsiadce, a ona odwdzięczy mu się inną przysługą? W ten sposób każdy będzie czuł się potrzebny i ważny.

Stara przyjaźń nie rdzewieje

Pani Irmina podkreślała, że starszych rodziców warto wciągać we własne pasje. – Kiedyś przygotowywałam spektakl dla dzieci. Mama przyszła na próbę tylko dlatego, że chciała zobaczyć, co robię. Spodobało jej się i potem odwiedzała nas regularnie. Kibicowała mi i pomagała – opowiadała pani Irmina.

Pani Sylwia przekonywała, że nawet w przypadku gdy seniorzy marudzą, że czują się wykorzystywani, nie warto się poddawać.

– Imprezy rodzinne postanowiliśmy organizować u mamy, bo ma duży dom. Na początku kręciła nosem, że to mnóstwo przygotowań, a potem sprzątania. Ale odkąd przekonała się, że pomagamy jej, a potem miło spędzamy czas, wciąż pyta, kiedy kolejna impreza – śmiała się pani Sylwia.

Podobnie było w sytuacji, gdy pani Sylwia zaproponowała mamie wycieczkę na Równicę. – Skarżyła się, że nie da rady się wspiąć, bo to za wysoko. Ale weszła i była z siebie dumna – opowiadała pani Sylwia.

Wzruszającą historię o swoim tacie, który nikomu nie dawał się przekonać do wyjścia z domu, opowiedziała pani Danuta. – Pewnego dnia zadzwonił do niego kolega z Konina, gdzie tata spędził młodość. Okazało się, że jego szkolni znajomi utrzymują regularne kontakty, ale ponieważ tata dawno temu wyjechał na Śląsk, nie potrafili go odnaleźć. Przez lata podejmowali kolejne próby i w końcu zdobyli kontakt. Zaprosili go na spotkanie klasowe pod Toruń. I jakby zaczarowali tatę. Spakował się i pojechał spotkać się z przyjaciółmi sprzed sześćdziesięciu lat! – opowiadała pani Danuta.

Odtąd jej tata jeździ na spotkania klasowe co roku. Codziennie rozmawia też z przyjaciółmi z technikum przez telefon. – Starsi ludzie bywają niechętni do nowych znajomości, ale do tych z czasów młodości wracają z radością – podsumowała pani Danuta.

Niedobrze, jak jest za wygodnie

Czasem bodźcem do działania jest zmiana na gorsze. Tak było w przypadku rodziców pani Zofii – przed ich blokiem zburzono schody, likwidując skrót do osiedlowego sklepu. – Rodzice narzekali, ale powiedziałam im, że ja pracuję i nie mam czasu się tym zajmować. Poradziłam, żeby znaleźli sąsiadów, którym też to przeszkadza, i wspólnie napisali do urzędu miejskiego. W odpowiedzi na ich petycję schody odbudowano jeszcze wygodniejsze, z poręczami dla niepełnosprawnych, a rodzice złapali społecznikowskiego bakcyla. Teraz jeśli trzeba coś załatwić na osiedlu, np. remont śmietnika, rodzice skrzykują sąsiadów i działają – opowiadała pani Zofia.

Po wysłuchaniu inspirujących historii Rafał Stefański chciał wiedzieć, co przeszkadza starszym ludziom w przełamaniu bezczynności.

Pani Sylwia zauważyła, że pierwszy powód jest natury psychologicznej (bo co ludzie powiedzą?), a drugi – organizacyjnej (bo nie ma jak dojechać, bo brakuje pieniędzy na przyjemności). Często problemem jest też stan zdrowia, tak jak w przypadku męża pani Haliny, który nie chce nigdzie wychodzić, bo ma nadwagę i bolą go kolana. – A bez ruchu jego problemy zdrowotne tylko się pogłębiają – martwi się pani Halina.

Pani Irmina zauważyła, że czasem starszym ludziom jest po prostu za wygodnie w domu, przed telewizorem. – Mojej mamy nie da się nigdzie wyciągnąć, bo żyje serialowym życiem. Jeden serial się jeszcze nie skończy, a ona już przełącza na drugi. Martwi się, że gdy wyjdzie z domu, umknie jej wątek. Czasem myślę, że gdyby zabrać jej telewizor, wreszcie zaczęłaby żyć naprawdę – mówiła pani Irmina.

Pani Zofia znalazła sposób na telewizyjny nałóg swoich rodziców. – Po prostu zepsułam im odbiornik na kilka dni – śmieje się.

Gdy odłączyła kabelek, nie zostawiła jednak rodziców samych sobie. Mamę zaangażowała do wspólnego robienia przetworów na zimę, a tatę wysłała po zakupy, żeby się trochę rozruszał. Szybko zapomnieli o przegapionych serialach.

Potrzebna oferta międzypokoleniowa

Wysłuchawszy tych opowieści, Rafał Stefański zadał jeszcze jedno pytanie: jakie oferty spędzania wolnego czasu z rodzicami czy dziadkami byłyby dla uczestników warsztatów atrakcyjne z czysto egoistycznych pobudek? – Chodzi mi o coś, co robilibyście państwo nie dlatego, że poświęcacie swój wolny czas dla seniora, tylko dlatego, że sami robicie coś dla siebie, a senior wam towarzyszy. Coś takiego, co nabierałoby sensu tylko wtedy, gdyby robiło się to z dziadkiem lub babcią – wyjaśniał Stefański.

GRZEGORZ CELEJEWSKI

Wśród pomysłów znalazły się międzypokoleniowe zniżki na ofertę kulturalną, sportową czy gastronomiczną. Przychodząc z seniorem do kina, na basen czy do restauracji, można byłoby liczyć, że rabat otrzyma zarówno senior, jak i jego młodszy towarzysz. Uczestnicy warsztatów postulowali też utworzenie miejsc, gdzie można byłoby przynieść własne jedzenie i spotkać się w większym gronie, co umożliwiłoby organizowanie rodzinnych imprez osobom, które mają małe mieszkania. Innym pomysłem było promowanie tworzenia drzew genealogicznych, co jest wielką frajdą, ale bez pomocy dziadków trudno sobie z tym wyzwaniem poradzić.

Ciekawym pomysłem było również rozdawanie zaproszeń na międzypokoleniowe sesje fotograficzne. Na bezpłatne czy niedrogie zdjęcia, będące wzruszającą pamiątką, szanse mieliby tylko ci, którzy przyprowadzą ze sobą przedstawicieli jeszcze co najmniej dwóch pokoleń. Uczestnicy warsztatów podkreślali również wagę szukania wspólnych pasji. Gra w brydża, a może fotografowanie pociągów? Każdego z dziadkami może zbliżyć coś innego.

Przed nami kolejne spotkania. Na trzeci warsztat zaprosimy członków Młodzieżowego Sejmiku Województwa Śląskiego i wolontariuszy, z którymi zastanowimy się, jak młodzi mogą aktywizować dziadków czy starszych sąsiadów. Z kolei czwarty warsztat zaadresowany zostanie do przedstawicieli środowiska sportowego i kulturalnego. Wspólnie z nimi stworzymy ofertę dla seniorów, którą będą mogli promować w kierowanych przez siebie placówkach.