Człowiek ma w sobie wewnętrzną potrzebę zapisywania przeżyć i kolekcjonowania wspomnień. Z dalekich podróży przywozimy zdjęcia, do których zaglądamy, żeby przenieść się w czasie do tego, co już za nami, do utraconych chwil, które przemijając, wbijają się w pamięć i zostają z nami czasem do końca życia.

Przeglądanie fotografii, nawet tych, a może przede wszystkim tych, na których nie znajdziemy żywych postaci, a jedynie piękny widok z czołpińskiej plaży, przechyloną łemkowską kapliczkę ze ścieżką w tle czy pejzaż miasta z licznymi dominantami wież i dzwonnic, staje się doznaniem wewnętrznym, patrzeniem w obraz, który oblepiony wieloma wydarzeniami spoza kadru, zapachami, odgłosami, obecnością bliskich nam osób, staje się czymś więcej niż tylko slajdem poznanej rzeczywistości i kronikarskim zapisem naszych podróży. Rzeczy z pozoru nieważne stają się solą życia, powoli uwalniającą się esencją naszego istnienia.

Żółta warszawa staje się lustrzanym odbiciem miasta

Podobne odczucia jak w przypadku fotografii przywożonych z dalekich podróży mam z twórczością Jacka Rykały. Twórczością, której żółta warszawa staje się ikonicznym zapisem, lustrzanym odbiciem miasta, symbolem o epickiej naturze. Obrazem obecności i nieobecności zarazem, wyrazem otaczającej nudy i gęstniejącej atmosfery jednocześnie. Jak we wszystkich pracach artysty miejsca tracą swoją topograficzną przynależność, stając się dobrem uniwersalnym, tak tutaj podwórko z porzuconym, rozpadającym się samochodem snuje opowieść o ludziach nieznanych, ale przecież bliskich, których istnienie czujemy znacznie mocniej właśnie przez ich nieobecność. Dotykamy ich historii na wygłaskanych od ciężkich kroków kamieniach bruku, na malowanych okiennicach i drzwiach komórek, na zniszczonych bramach, zaciekach na ścianie, na których leniwie opiera się żółcień ciepłego światła, aż wreszcie na przenikniętej zapachem dermy i olejów starej warszawie, porzuconej i zapewne nienadającej się do ponownego uruchomienia.

Rykała gra na strunie lokalnego patriotyzmu

Jacek Rykała przyzwyczaił nas, że w swoich obrazach mówi do nas szeptem, pokazuje nam świat, który wypowiadany przez niego w formie obrazów czy form literackich, w prostocie swojej powtarzalności staje się zaklęciem, dziecięcą wyliczanką zachęcającą do zabawy. I tworzy przy tym mit antybohatera, człowieka znikąd, mieszkańca kamienic, które często przeznacza się do wyburzenia, człowieka tymczasowego, bywalca zaułków i bram. Po hrabalowsku opowiada o świecie, poszukując piękna tam, gdzie nikt przed nim go jeszcze nie odkrył.

W całej swojej uniwersalności jest jednak w twórczości Jacka Rykały coś, co definiuje naszą tożsamość, trafia na zagłębiowski grunt i po klezmersku gra na strunie lokalnego patriotyzmu. Jest w tym malarstwie coś, co wyróżnia mikrokosmos Zagłębia, stając się synonimem małej ojczyzny, który wprowadza nas w relację domagającą się dostrzegania rzeczywistości odrębnej.

Rykała portretuje miasto, które rozpoznaję bardzo dobrze właśnie przez osobistą relację przeżyć i wspomnień, nadbudowaną fabułę niewypływającą wprost z płótna.

Skoro w żółtym świetle, zaglądającym do podwórek Jacka Rykały jest tyle intymności i kameralności, to jak odnieść się do wykonania dzieła tak monumentalnego jak „Podwórko z żółtą Warszawą”, które jeszcze do niedawna było jednym z płócien artysty, a dziś rozpoznawalnym obrazem w miejskiej przestrzeni? Dzieła, które rozmiarem i rozmachem realizacji zapomina o czułym obrazowaniu przemijania, cichym katalogowaniu zdjęć w rodzinnych albumach, wyciąganych z półek zdecydowanie za rzadko, a chce głośniej zamanifestować swoją obecność.

Czy artysta porzucił żółty samochód dla własnej tylko przyjemności?

Skoro Jacek Rykała przyzwyczaił nas do tego, że nie krzyczy i nie domaga się reakcji – w swoich pracach jak przez szkło powiększające przybliża nam krajobraz miejski, będący amalgamatem skromnej i jednocześnie bogatej kultury miejskiej, trudnych losów nieobecnych i tych którzy po nas przyjdą, dokonując niejednokrotnie gwałtu na zastanej rzeczywistości – to dlaczego zatem zdecydował się na pokazanie jednej ze swoich prac na tak olbrzymiej ścianie, która pozwala na naszą obecność, wręcz się jej domaga, pochłaniając każdego, kto na nią patrzy? Pozwala na ingerencję w swoje dzieło miejskiemu zgiełkowi i gwarnej codzienności sosnowieckiego centrum.

Czy artysta wiedział, że wstawiając „królową szos” w podwórko od ulicy Warszawskiej, konkretnego miejsca na mapie Sosnowca, odbierze swojej pracy ponadczasowy charakter? Czy świadomie chciał pożegnać się z uniwersalnością swojej twórczości, wzmacniając zagłębiowską odrębność? Czy porzucił żółty samochód dla własnej tylko przyjemności, czy też ma być on odpowiedzią na potrzebę przynależności do miejsca, z którego pochodzimy, do miejsca, z którym wiąże nas wiele z pozoru prozaicznych historii?

Bez względu na odpowiedzi na te pytania, warto zajrzeć w ten zaułek, warto „wejść” w mural Jacka Rykały. Za każdym razem, kiedy odwiedzam tę część miasta, z drżeniem serca zastanawiam się, czy żółta warszawa jeszcze jest, czy jeszcze stoi i czy wrak porzuconego w tym dziwacznym urbanistycznie miejscu śródmieścia nie zarosły czasem pokrzywy i śnieguliczki? Nie wiem, czy artysta wiedział, że zostawiając w tym miejscu „swoją” warszawę, wpisze się na trwałe w pejzaż miejski, stanie się jego częścią, będzie obrazem, „w którym dobrze się poczujemy” (jak opisał jego twórczość Jerzy Nowosielski).

Życzę każdemu z Państwa indywidualnego odbioru. Życzę przyjemności z rozpoznawania własnych historii i przywoływania z pamięci tego, co porzucone w „Podwórku z żółtą warszawą”.

Jacek Rykała jest malarzem, poetą, dramaturgiem. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie w 1976 r. Jest profesorem zwyczajnym – na ASP w Katowicach prowadzi pracownię malarstwa. Jego twórczość była omawiana w kilkuset artykułach – analizach i recenzjach. Powstały cztery prace magisterskie na temat jego twórczości. Jest jednym z najbardziej utalentowanych i rozpoznawalnych artystów związanych z Sosnowcem.

Mural prof. Jacka Rykały „Podwórko z żółtą warszawą” powstał w 2015 roku. Realizacji pod okiem autora dokonali artyści Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach – Aleksander Kozera (który jest jednocześnie autorem projektu technologicznego użytego przy tej pracy) oraz Miłosz Wnukowski. Artyści dokonali przeniesienia istniejącego obrazu Jacka Rykały na ścianę w podwórku ulicy Warszawskiej w Sosnowcu. Organizatorem był Pałac Schoena Muzeum w Sosnowcu oraz Miejski Zakład Zasobów Lokalowych w Sosnowcu.

Paweł Dusza jest architektem i fotografem. Od 2015 r. pełni funkcję dyrektora Pałacu Schoena Muzeum w Sosnowcu.